Jebło i po zawodach

Niestety mam złe wieści. Wczoraj rano coś mnie po prostu jebło w kręgosłupie i po zawodach. Krótko mówiąc nie jestem w pełni sprawna ruchowo.
Oczywiście byłam u lekarza i na prześwietleniu. Okazało się, że przeforsowałam swoje plecy nieustającą pracą w pozycji siedzącej, pochylonej. Mam postępujące "cośtam", co w praktyce oznacza tylko jedno - nie mogę tak dużo dziergać.
Niestety na razie nie bardzo mogę siedzieć, nie bardzo mogę leżeć, żadnych gwałtownych ruchów, żadnego ziewania i kichania, bo każda aktywność klatki piersiowej powoduje ogromny dyskomfort.
Dziś i tak jest już lepiej. Mogę sama wstać z łóżka, co wczoraj było po prostu nieosiągalne. Prawdę powiedziawszy, to myślałam rano, że właśnie w idiotyczny sposób żegnam się z tym światem. Nie mogłam się ruszyć, ani oddychać, a ból był po prostu paraliżujący.
Szczęście w nieszczęściu, że w domu był mój Krzysiek. Nie wiem, co bym bez niego zrobiła.

W przyszłym tygodniu czekają mnie kolejne badania i ewentualna decyzja o rehabilitacji (choć mam nadzieję, że wkrótce mi przejdzie). Ćwiczę w domu na specjalnej piłce i jak małpka wiszę na drążku, żeby rozciągać kręgosłup.
Przez najbliższy tydzień nie ma mowy o żadnej pracy. Z resztą po tym, co przeszłam wczoraj, wolę nie ryzykować, zanim nie wrócę do całkowitej sprawność.

Strasznie jestem przez to wszystko podminowana. Jadę na prochach przeciwbólowych. Nie mogę robić niczego, co sprawa mi radość. Zero haftowania, zero szycia, zero czytania książek, zero tańczenia, zero sexu:) Mogę jedynie ćwiczyć i spacerować, i to też nie za szybko, bo każdy bardziej zdecydowany krok powoduje nacisk kręgosłupa na nerwy. Czuje się jak kaleka.

Niemniej nie zamierzam się poddać, bo po prostu ryczeć mi się chcę, gdy patrzę na te wszystkie tkaniny i kryształki, które przewalają się w mojej pracowni.Marzę, by znów coś stworzyć.

Niech mój przypadek będzie przestrogą dla innych rękodzielniczek. Pamiętajcie, rozciągajcie plecy i róbcie sobie częste przerwy podczas pracy. Siedźcie prosto i zażywajcie ruchu, bo najgorzej jest nie móc robić tego, co się kocha.

5 komentarzy:

  1. trzymaj się dzielnie!!! ja też zawsze zapominam o konieczności ruchu podczas szycia, siedzę zazwyczaj wygięta jak paralityk... człowiekowi wydaje się, ze jest niezniszczalny, dopiero takie sytuacje zmuszą do refleksji
    ciepło Cię pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do formy

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę zdrowia! Myślę że warto zainwestować w dobrą rehabilitację i porządny instruktaż ćwiczeń na przyszłość. Kręgosłup mamy tylko jeden ;)

    Każda z rękodzielniczek powinna pamiętać o gimnastyce kręgosłupa. Mocne mięśnie brzucha i kręgosłupa to podstawa, właściwa pozycja podczas pracy i dobrze zorganizowany jej warsztat. Warto też stosować izometryczne ćwiczenia mięśni szyi... Pozycja z pochyloną głową nam nie służy niestety. Sądzę że "dziergać" na piłce rehabilitacyjnej było by trudno, ale można np. spędzać na niej czas przed komputerem- utrzymywanie prawidłowej pozycji na piłce też wpływa pozytywnie na nasz kręgosłup.
    Najfajniejsze jest to że w sumie ja też niewiele robię w tym kierunku... a z wykształcenia jestem fizjoterapeutką...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak już dojdziesz do siebie, wystarczy 5 min ćwiczeń dziennie, najlepsza asana jogi. Warunek codziennie, najlepiej rano i wieczorem. Po 50 wyprostowałam skoliozę. Jeszcze jedno plecak, nie torebka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymaj się i szybko wracaj do zdrowia i do swoich robótek
    Roksana

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń